Obserwowany od trzech lat spadek wartości polskich spółek energetycznych należy w dużym stopniu połączyć z rosnącymi cenami węgla, czyli podstawowego surowca do produkcji energii, oraz rosnącymi cenami uprawień do emisji CO2. To jeden z głównych czynników przekładających się na spadek wartości spółek energetycznych na GPW – powiedział Robert Tomaszewski w rozmowie z portalem BiznesAlert.pl.

Polityka klimatyczna bez litości

Jak podkreślił Robert Tomaszewski, tylko w ciągu ostatniego roku kapitalizacja czterech spółek energetycznych: Energi, Enei, Tauronu oraz Polskiej Grupy Energetycznej zmniejszyła o 40 proc. – z 46 mld do blisko 27 mld zł. – Tracą nie tylko spółki z udziałem Skarbu Państwa, ale także spółki prywatne, takie jak Zespół Elektrowni Pątnów Adamów Konin. ZE PAK w ciągu roku stracił na wartości 35 proc. Stało się tak, mimo deklaracji o stopniowym odejściu od węgla w stronę gazu i mimo zamknięcia elektrowni Adamów na początku tego roku. Widać więc, że inwestorzy handlując akcjami, analizują jednocześnie ceny uprawnień do emisji CO2 i to one mają największy wpływ na to, że energetyka traci – powiedział analityk. Dodał, że do rosnących cen uprawnień do emisji CO2 należy także dodać obawy inwestorów o rynki wchodzące do koszyka, do którego Polska wciąż się zalicza. –Do pozostałych czynników należy zaliczyć wstrzymanie wypłat dywidendy, co przekłada się na wycenę oraz decyzję o sprzedaży akcji spółek zaangażowanych w węgiel – dodał.

Podkreślił, że do rangi nieomal symbolu urosła już inwestycja w budowę nowego bloku C w Elektrowni Ostrołęka. – Warto jednak pamiętać, że do 2023 roku będziemy mieć 3,3 GW nowych mocy w węglu, nie licząc nowego bloku w Ostrołęce. Będą to nowoczesne jednostki, spalające mniej węgla i mające lepsze parametry emisyjne, ale ich uruchomienie nie przełoży się na spadek cen energii. Siłownie w Opolu, Turowie i Jaworznie będą bowiem potrzebowały w dalszym ciągu uprawnień do emisji CO2, których na rynku będzie coraz mniej.– powiedział Robert Tomaszewski.

Umieralnia dla starych elektrowni

Robert Tomaszewski, pytany o możliwość wyjścia polskich spółek energetycznych z tej sytuacji np. poprzez zastosowanie wariantu niemieckiego, czyli wydzielenie aktywów węglowych, do tych które mogą przynosić zyski,  powiedział, że jeśli w dłuższej perspektywie ceny uprawień do emisji CO2 będą rosnąć, to realizacja „niemieckiego scenariusza”, zakładającego powstanie specjalnej spółki, która wchłonęłaby te najstarsze i najbardziej emisyjne elektrownie węglowe jest nieunikniona.

– Wcześniej czy później polska energetyka będzie musiała sprostać takiemu wyzwaniu. Pierwszym testem będą wyniki aukcji mocy, które pokażą intencje zarządów spółek, które elektrownie wyselekcjonują do otrzymania wsparcia. Zapewne będą to nowe bloki, jak w Kozienicach, Opolu, Jaworznie czy Turowie. Pula dotacji dla starszych jednostek będzie więc coraz mniejsza i w pewnym momencie pojawi się pytanie co z nim zrobić – powiedział Robert Tomaszewski.

Dodał, że ten plan stworzenie „umieralni” dla starych elektrowni popiera dr Wojciech Myślecki, doradca premiera Mateusza Morawieckiego ds. energetycznych. Jest on zwolennikiem powstania takiej spółki, która ściągałaby aktywa węglowe do jednego podmiotu. – Taka decyzja wymagałaby jednak rewolucji w myśleniu o polskim sektorze energetycznym – podkreślił. Przyznał jednak, że niezależnie od spadku wartości akcji, spółki energetyczne radzą sobie coraz lepiej, zwiększając zyski. To jednak, jak dodał, wynika ze wzrostu gospodarczego i rosnącego zapotrzebowania na energię, a ta sytuacja ma swoje cykle koniunkturalne.

– Patrząc na doświadczenie Niemiec, widzimy, że nasz zachodni sąsiad jest co najmniej dwa kroki przed nami. Niemcy zrealizowały już podział aktywów w spółkach, wydzieliły te aktywa, które mają przyszłość i te które będą tracą na znaczeniu. E.on i RWE pracują w inny sposób niż polskie koncerny. Pierwszy z nich skoncentrował się na działalności sieciowej i sprzedaży do klientów, a drugi przejął aktywa wytwórcze – elektrownie atomowe, węglowe i OZE. W ten sposób niemieckie grupy będą rozwijać się w różnych segmentach rynku, a nie konkurować ze sobą. Polskę może czekać podobny scenariusz. – Z biegiem czasu obecny podział na cztery grupy będzie coraz bardziej anachroniczny. Pomysł na przyspieszenie transformacji energetycznej będzie musiał pojawić się w sytuacji, w której ceny energii na rynku detalicznym pójdą gwałtownie w górę. Wówczas sentyment do „polskiego węgla” przeminie, zastąpiony naciskiem, aby płacić mniej – dodał.

Węgiel czy OZE?

Dodał, że każda decyzja, a więc kontynuowanie produkcji energii z węgla, czy inwestowanie w kapitałochłonne nowe technologie OZE będzie kosztowna. – To, który scenariusz zostanie wybrany, będzie zależeć od polityków, którzy nadal pracują nad kierunkami rozwoju polityki energetycznej. To, którą drogą będziemy podążać zależy od cen uprawnień do emisji CO2. Decyzje biznesowe spółek, w sytuacji rosnących cen, będą zmierzać w stronę morskich farm wiatrowych lub innych OZE – ocenił Tomaszewski. Powiedział, że spółki działają beż żadnego planu makro, podążają własną ścieżką. – Jeśli jednak zebrać wszystkie mniejsze inwestycje polskich spółek, to widać nieśmiały trend odchodzenia od węgla, skupienie się na gazie czy morskich farmach wiatrowych. Z jednej strony spółki sygnalizują przywiązanie do węgla, z drugiej pokazują zapowiedzi nowych źródeł opartych o OZE. Bez polityki energetycznej polskie spółki będą cierpieć na chorobę dwubiegunową, rozdarte między polityką właścicieli, a oczekiwaniami inwestorów – zakończył.

Źródło: portal biznesalert.pl